Targi Kielce Jazz Festiwal

Uwaga

Zadziorny Geniusz - życie i twórczość Milesa Davisa

             Miles Dewey Davis III urodził się 26 maja 1926 roku w Alton, w stanie Illinois. Rok później jego ojciec zdecydował się przeprowadzić wraz z całą rodziną do East St. Louis, gdzie otrzymał posadę dentysty. W wieku 8 lat Miles zaczął wyraźnie kierować swoje zainteresowania ku muzyce. Często spóźniał się do szkoły z powodu audycji radiowej Harlem Rhytms, której czas nadawania pokrywał się z rozpoczęciem zajęć lekcyjnych. Pierwszy instrument dostał w wieku 10 lat, jednak lekcje gry na trąbce rozpoczął dwa lata później.

Wielki wpływ na ukształtowanie charakteru Davisa miał jego ojciec, Miles Dewey II, cieszący się uznaniem lekarz i zaangażowany społecznie polityk. Dzieciństwo Milesa III było zatem zgoła odmienne od jego rówieśników. Z powodu dochodowej profesji ojca Davisowie nie narzekali na ubóstwo, które dotykało znaczną większość czarnoskórych rodzin w owych czasach.

Okres dojrzewania Milesa III można podzielić na dwa etapy. Pierwszy trwał do 12-ego roku życia – w tym czasie pokochał boks i baseball. Często wizytował na ranczu u dziadka, gdzie nauczył się jeździć konno w asyście siostry Dorothy i brata Vernonem. Drugi okres upłynął w rytm gry na trąbce, która zdominowała ówczesne życie Milesa III. Mając podstawowy zakres wiedzy muzycznej oraz olbrzymie chęci i ambicje, w wieku 18 lat, po uzgodnieniu decyzji z ojcem, Davis postanowił wyjechać do Harlemu. Nowojorska dzielnica była najważniejszym miejscem na świecie, gdzie zderzały się wszelakie „czarne” trendy muzyczne, tworząc niesamowitą fuzje jazzowych i bluesowych brzmień.

            W 1944 roku Harlem roił się od muzyków, którzy ściągali ze wszystkich stron Stanów Zjednoczonych, by uczestniczyć w narodzinach oraz współtworzyć nowy kierunek  jazzu - bebop (styl ten charakteryzuję się świadomą nerwowością w graniu, stopniowo rozwijającą się melodią oraz przyspieszeniem tempa). Po przybyciu do Nowego Jorku Davis za wszelką cenę próbuje odnaleźć trębacza Dizzy’ego Gillespie’a oraz saksofonistę Charliego „Birda” Parkera, z którymi Davis miał okazję grać na kilku jam session w St. Louis. Po kilku miesiącach odnajduje Parkera. który już wtedy był w głębokim nałogu heroinowym. Przez parę lat gra w zespole „Birda”, jednocześnie kontynuując naukę w  Julliard School of Music. Miles pozostaje tam jedynie przez kilkanaście miesięcy, kwestionując przydatność nauki dla jego kariery. Trudno kwestionować ten wybór - takiej edukacji jaką zapewniło mu co wieczorne „szlajanie” się po klubach w asyście Parkera, Theloniousa Monka czy Maxa Roacha, nie gwarantowałby mu żadna akademia.

            Reputacja Davisa znacznie wzrosła, co zaowocowało pierwszymi projektami sygnowanymi jako Miles Davis All Stars. Amerykański trębacz posiadał ogólne poważanie na nowojorskiej scenie, które pozwoliło mu na kompletowanie własnego zespołu oraz zorganizowanie pierwszej trasy po Europie. Zarabiał jednak niewiele. Musiał ponadto wysyłać część pieniędzy dla dwójki swoich dzieci oraz ich matki, Irene. Na koncercie w Paryżu w 1949 roku nawiązał w romans z Juliette Greco. Rozstanie z francuską kochanką było (jak sam twierdził) głównym powodem dla którego sięgnął po heroinę. 

            Okres między 1950 a 1954 rokiem był dla Davisa niezwykle trudny. Nadal cieszył się renomą, jednak jego problemy z nałogiem doprowadzały organizatorów, właścicieli klubów oraz członków zespołu do złości i rezygnacji z dalszych planów koncertowych. Nierzadkie zatargi z policją, kłótnie z muzykami, rozstanie z Irene (która spodziewała się wówczas trzeciego dziecka) oraz kilkukrotne aresztowania podczas tras doprowadziły Milesa do decyzji o zaprzestaniu wstrzykiwania heroiny. Wydostanie się spod niewoli nałogu było rzeczą niezmiernie trudną i czasochłonną. Jak sam wspomina, porzucenie heroiny trwało o wiele dłużej niż - jak wiele osób twierdzi, cztery lata. Faktem jest, że muzyk w 1954 roku znacznie ograniczył heroinę, jednak w dalszym ciągu palił oraz pił spore ilości alkoholu.

            Zmiana stylu życia Davisa wpłynęła na inny sposób interpretowania, a zarazem tworzenia muzyki. Wraz ze swoja Capitol Orchestra wyniósł na szczyt popularności kolejny prąd w standardach jazzowych, tzw. cool jazz, którego korzenie datuje się jeszcze na przełom lat czterdziestych i pięćdziesiątych XX wieku. Po „straconym okresie”(1950-1953),czyli w latach 1953-1955 wraz z Artem Barkley’em, Maxem Roachem czy Lee Morganem spopularyzował styl hard bop, charakteryzujący się intensywnym rytmem oraz prostą formą, nawiązującą do korzeni jazzu, bluesa i gospel. Świetnym dowodem na to, że Davis był wówczas w wyśmienitej formie jest album Walkin’, wydany w 1954 roku przez wytwórnie Prestige, do współtworzenia którego zaprosił m. in. Sonny’ego Rollinsa.

            Początek 1955 roku okazał się być przełomem w karierze Davisa. Legendarny kwintet, w którego skład wchodzili wybitni muzycy, uważani dziś za gigantów światowego jazzu, m.in.: John Coltrane czy Philly Joe Jones. W 1958 roku kwintet przerodził się w sekstet, kiedy do zespołu dołączył  Julian "Cannonball" Adderley. Owocem ich współpracy były nietuzinkowe wydawnictwa, np. Round About Midnight, Someday My Prince Will Come oraz Kind Of Blue (fot.1) wydane w drugiej połowie lat pięćdziesiątych.                                                                   

kind of blueFot.1. Kind Of Blue – jedno z najbardziej rozchwytywanych wydawnictw Davisa.

            W pierwszej połowie lat sześćdziesiątych Davis współpracował z wieloma ikonami światowego jazzu, m.in. Gilem Evansem, z którym stworzył niesamowite połączenia jazzu i tanecznych rytmów hiszpańskich (Sketches Of Spain, wyd.1959) oraz brazylijskich (Quiet Nights, wyd.1962).

Nowy kontrakt z dużą wytwórnią wiązał się ze znacznym wzrostem zainteresowania wokół zespołu Davisa. Wiązało się to, rzecz jasna, z napływem coraz większych ilości pieniędzy dla wykonawców. Specyfiką wielu muzyków w drugiej połowie XX-ego wieku, szczególnie czarnoskórych, było nadmierne eksponowanie swojego dobrobytu, co często powodowało zaczepki krytyków, policji oraz przeciętnie zarabiającej klasy. Dochodziło wówczas do licznych ekscesów, które często miały podłoże rasistowskie. Davis nigdy jednak nie zrezygnował z tego, by na każdym kroku udowadniać i obnosić się z tym, że nie żyje skromnie. Często popadał w niezliczone romanse, konflikty z prawem oraz mediami. Na domiar złego coraz częściej zaczął nadużywać kokainy oraz alkoholu. Paradoksalnie, wcale nie kolidowało to z dalszymi sukcesami na arenie muzycznej.

Nie można ulec złudzeniu, że atmosfera towarzysząca powstawaniu wszystkich tych fundamentalnych płyt była życzliwa. Nieustające konflikty i kłótnie wewnątrz zespołu były na porządku dziennym, obojętne czy powodem były solowe ambicje rosnącego w oczach krytyków  Coltrane’a, (od 1957 roku towarzyszył on grupie tylko na sesjach studyjnych), czy despotyczne zapędy Davisa, faktycznego lidera grupy, który często zmieniał skład zespołu według własnego uznania. Nie można jednak zaprzeczyć, że bezkompromisowość Milesa Davisa w tworzeniu muzyki była podstawą, aby tworzyć albumy idealne, okazujące się być kanonami gatunku.

W latach sześćdziesiątych rozkwitła na dobre popularność funku i soulu. Silna ekspansja utworów spod szyldu Motown Records, do której należeli m.in. Marvin Gaye, Stevie Wonder czy Aretha Franklin zalała rynek muzyczny w Stanach Zjednoczonych. Davis zdawał sobie z tego sprawę kompletując w 1965 roku nową grupę muzyków. Second Great Quintet istotnie wpisała się w karty muzyki jazzowej. W skład zespołu wchodził Herbie Hanckok, Ron Carter, Tony Williams, Wayne Shorter oraz Miles. Do 1968 roku wydanych zostało kilka, zazwyczaj ciepło przyjętych przez publiczność i krytyków, albumów, m.in. Miles Smiles (1966), Nefertiti (1967) i Miles in the Sky (1968).

Na przełomie lata sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, kiedy na ulicach Nowego Jorku królowały funkowe rytmy, Davis dokonał zmian w zespole(m.in. przyjął świetnie zapowiadającego klawiszowca  Chicka Corea’a), co niewątpliwie dotknęło barwy jego muzyki. Zainspirowany twórczością Jamesa Browna, Jimiego Hendrixa oraz Sly Stone’a stworzył nowy styl grania, stanowiący wypadkową jazzu, funku i rocka. Niezbyt pochlebne opinie ortodoksyjnych fanów jazzu i krytyków nie zniechęciły Davisa, który uważał, że wydawanie kilku podobnych płyt, jedna po drugiej, jest krokiem w tył dla muzyka, zwłaszcza, jeśli jest odporny na nowe brzmienia. Wielu recenzentów zmieniało swoje osądy, zwracając szacunek Davisowi. Płyty z tego okresu, np. Bitches Brew(1969)  czy On The Corner(1972) wyprzedzały konkurencję o kilka lat, za czym nie mogli nadążyć monotematyczni słuchacze.

Od połowy lat siedemdziesiątych Davis przechodził ciężkie stany chorobowe, począwszy od stałych problemów z biodrem, zakażenia wątroby oraz silnej depresji, spowodowanej nadużywaniem alkoholu i narkotyków. Aby przemóc niekiedy trzygodzinne występy, nadużywał środków przeciwbólowych, w tym morfiny. Kiedy wydawało się, że już nigdy nie powróci do szczytów formy, a samotność i uzależnienie od narkotyków wyżre z niego wszelkie umiejętności, opatrzność i wiara we własne siły po raz drugi pomogła mu powrócić do muzyki. Okres potrzebny na zrekonstruowanie swojego zdrowia i witalności, a przede wszystkim wyrwania się z nałogów trwał pięć lat (1975-1980).

Powrót Davisa był dość skomplikowanym procesem. Z powodu permanentnej ignorancji wobec otocznia oraz świadomego wyalienowania nie miał zbyt wielu przyjaciół. Jak sam wspomina, jedną z niewielu osób, która wspierała go w czasie walki z używkami, była aktorka Cicely Tyson. Davis po skompletowaniu nowego zespołu, w skład którego wchodzili m.in. nieznany wcześniej saksofonista Bill Evans oraz obiecujący basista Marcus Miller, wydał The Man With The Horn. Początek „nowej dekady”(1981-1990) był niezmiernie trudnym okresem dla muzyka, z uwagi na ciągłe kłopoty zdrowotne (wylew, który spowodował częściowo paraliż prawej ręki) oraz mniejszą sprawność w samym graniu, spowodowanej kilkuletnią przerwą. Kolejnym wydawnictwem było We Want Miles, które przywróciło Davisa w łaski krytyków.

Należy zaznaczyć, że Davis wciąż posiadał największej rangi szacunek w muzycznym świecie. Współpracował zarówno z ikonami popu - Michaelem Jacksonem, Cyndi Lauper czy Stingiem, jak również z czołowymi postaciami sceny jazzowej, w tym z polskim skrzypkiem, Michałem Urbaniakiem (Tutu). Postacią, która szczególnie zwracała uwagę Davisa był Prince, o którym mówił, że jest niezwykle kompletnym i uniwersalnym muzykiem.

davis thekissfot.2 – The Kiss.

Wraz z zerwaniem nałogu, Davis odkrył w sobie zdolności artystyczne. Większość wolnego czasu poświęcał malowaniu. Rysowanie pomogło mu przywrócić czucie i sprawność prawej ręki. Nie należy sądzić, że malarstwo muzyka było przejawem niesamowitego talentu, aczkolwiek większość ciepło przyjęła wyraz artystycznej kreatywności Davisa. Do najbardziej rozpoznawalnych i charakterystycznych obrazów należą New York City By Night, Spider Web, Basin Street Blues oraz The Kiss (fot.2).

Miles Dewey Davis III zmarł na wylew 28 września 1991 roku. Do końca swych dni tworzył muzykę, koncertował oraz brał czynny udział w przeróżnych organizacjach. Jego ostatnim studyjnym projektem był świetny album zatytułowany Doo Bop. Współpraca Davisa wraz z raperem i producentem, Easy Mo Bee dała unikalne i niepowtarzalne brzmienie, stanowiące fuzję jazzu i hip hopu.

 

Miles a Polska

Wykaz miejsc, gdzie Miles dawał popis swych umiejętności jest niezmiernie obfity. Na tej liście znalazła się również Polska - po raz pierwszy Polacy gościli Milesa 23 października 1983. Towarzyszyli mu wówczas: Bill Evans(saksofon), John Scofield(gitara), Daryl Jones(bas), Al. Foster(perkusja), Mino Cinelu(instrumenty perkusyjne), oraz Robert Irvin(klawisze). Występ ten cieszył się niemałym zainteresowaniem wśród miłośników jazzu jak  również ze strony władzy komunistycznej. Wartościowe może być wspomnienie samego Davisa:

„Jesienią 1983 zabrałem zespół na kilka koncertów do Europy. Ta trasa była czymś szczególnym, ponieważ ludzie byli szczęśliwi, że mnie widzą i naprawdę wczuwali się w muzykę. Jeden koncert pamiętam szczególnie, w Warszawie w Polsce. Nie musieliśmy przechodzić przez cło; po prostu wyciągnęli nas na zewnątrz jak burza. Wszyscy nosili znaczki We Want Miles. […] Jurij Andropow wysłał swoją osobistą limuzynę(albo dokładnie taką samą), aby woziła mnie wszędzie, gdzie chciałem pojechać podczas pobytu w Warszawie. Powiedziano mi, że kochał moją muzykę i uważał mnie za jednego z największych muzyków wszechczasów. Powiedziano mi także, że chciał przyjechać na mój koncert, ale był zbyt chory. Wsadzili mnie do najlepszego hotelu w Warszawie i traktowali jak króla. Gdy skończyłem grać swój koncert, ludzie wstali, wiwatowali i śpiewali, abym dożył stu lat.”.

Swój drugi koncert w Polsce zagrał w 1988 roku, biorąc również udział w Jazz Jamboree, jednak ciężko schorowany nie wywarł już takiego wrażenia jak za pierwszym razem.

Szczególnie ważnym dowodem na popularność Davisa w Polsce jest wybudowany w dziesiąta rocznice jego śmierci pomnik. Przedstawia on  artystę w typowej dla niego pozycji, dzierżącego swój najcenniejszy instrument (fot.3).Zaprojektowana przez Grzegorza Łagowskiego rzeźba z brązu waży 400 kg oraz ma 2,25 metrów wysokości. Usytuowana jest przed gmachem Kieleckiego Centrum Kultury mieszczącego się na Placu Moniuszki w Kielcach. Istnienie posągu zawdzięcza się poczynaniom prężnie działającego Kieleckiego Klubu Jazzowego.

miles pomnik

 Fot.3. Pomnik przed Kieleckim Centrum  Kultury 

 oprac. K.Zięba